Ludzie XXI wieku myślą, że skoro potrafią włączyć komputer w Australii odgłosem bąka puszczonego w Warszawie to panują nad przyrodą. Przyroda co i rusz pokazuje nam, że to my jesteśmy jej częścią, a nie ona elementem ludzkości. Tak było też wczoraj, kiedy przyszła śnieżyca.
Jestem z tego pokolenia, dla którego opady śniegu zimą to nic nadzwyczajnego, Państwo ogłaszało klęskę żywiołową przy -20 i metrowych opadach. Kierowcy radzili sobie na uniwersalnych oponach bez systemów wspomagania. Kiedyś ludzie wiedzieli, że jak pada śnieg to trzeba przeczekać i sprzątać jak przestanie padać. Po takich opadach jak wczoraj brali się wspólnie do pracy, bo zdawali sobie sprawę, że nawet w tamtych czasach na jednorazowy opad rzędu 50 cm nie ma mocnego.
Dziś mamy pretensje do ministra, że nie latał z wiadrem i nie łapał doń śnieżynek by ani jedna nie spadła na ziemię. Jak to w ogóle możliwe, że zbudowaliśmy autostrady, na które pada śnieg? Ekolodzy mówili, że mamy globalne ocieplenie, to skąd w ogóle ten śnieg. Może to i racja, że zima odzwyczaiła nas od śnieżyc, od zalegania śniegu od grudnia do marca. Mimo to, powinniśmy wiedzieć, że śniegu nie sprząta się nim nie spadnie.
Ale skoro ludzi trzeba ostrzegać, ze herbata może być gorąca, że jak aplikacja nie podpowie, to herbaty ze sobą nie wezmą, to mogą nie wiedzieć, że skoro jest zima, to musi być zimno, skoro jest zimno, to może padać śnieg.
Foto: Polsat News

