Ustąpić czy nie ustąpić? O! To jest pytanie.

Czy rowerzysta ma obowiązek ustąpić pierwszeństwa pieszemu na drodze rowerowej? Czyli wzorce i standardy dróg rowerowych w „Polszcze”.

Spędziłem trzy dni na Pomorzu, przejechałem 200 km na rowerze. Jestem przewodnikiem turystyki rowerowej. Ale jak to człowiek spaczony na punkcie BRD, nie pominąłem kwestii rozwiązań infrastrukturalnych. Przejechałem trasy Gdynia-Sopot-Gdańsk, Hel-Gdynia, Wejherowo-Krokowa-Swarzewo. Wyjazd wypoczynkowy, ale jednocześnie rekonesans na potrzeby przyszłorocznego projektu. Zaznaczę, że rower wybieram w przypadku 30% podróży.

Gdynia. Podróż do Gdańska rozpocząłem od Dworca Gdynia Główna. Trasa rowerowa do Gdańska miała prowadzić wzdłuż torów kolejowych do Gdańska. Trasa różna, raz szutrowa, raz asfaltowa, dużo interwału. To co rzuciło się mi w oczy, to znaki D6 przy każdym przejściu dla pieszych przez drogę rowerową. Gdynia uznała, że rower to pojazd, rowerzysta to kierujący, który winien ustąpić pierwszeństwa pieszemu. A tak, to nuda, jak w „Rejsie”. Bez większych problemów docieram do Sopotu.

Sopot. Droga miękko przechodzi w trasę MTB kierując trasę wycieczki ku morzu. Ten fragment drogi, to potwierdzenie, że nie traktujemy roweru, jako środka transportu lecz rekreacji. Droga przez gęsty las, droga raczej ujeżdżona niż ubita, z góry na dół, co powoduje, że szybko dostajemy się na najsłynniejszy szklak rowerowy wzdłuż brzegu Bałtyku. Pierwsza część drogi wyraźnie oddzielona od ruchu pieszego pasem zieleni. To co zauważyłem od razu, to zdecydowanie większy ruch użytkowników hulajnóg elektrycznych. Druga rzecz, przejścia dla pieszych wyraźnie wytyczone, oznakowane D6, więc zatrzymuję się, aby przepuścić pieszych. Zza pleców kawalkada rowerzystów wyprzedza mnie przed przejściem. Piesi stoją. Patrzą na mnie nieufnie, po chwili decydują się wejść. Ruszyłem w kierunku Molo. Tam trzeba zsiąść z roweru. Mówią o tym znaki, ale i zdrowy rozsądek podpowiada rozwiązanie, do którego stosują się prawie wszyscy rowerzyści. Za Monciakiem możemy znów wsiąść na rower. Zaliczyłem głośne w mediach progi spowalniające, ale na rowerzystach dosiadających rowery z amortyzatorami stanowiły element atrakcji do pokonania niż obiekt przypominający o ruchu pieszych. Fragment drogi rowerowej od Monciaka do Jelitkowa jest wręcz usiany przejściami dla pieszych, co wyjście z plaży, co wyjście z knajpy, co wyjście z hotelu. W większości jednak przypadków, jadąc w stronę Jelitkowa nie widziałem pieszych, bo byli oni przysłonięci dość wysoką ścianą krzewów. Fala pieszych z plaży i na plażę płynęła nieustannie przez każde przejście. Przy 21. przejściu na kilometrze zaczęło być to upierdliwe, ale konsekwentnie przejście, stop, przejście, stop. Co robili inni rowerzyści? Starsi, z przeciwka, zatrzymywali się na widok mojego zachowania, młodzi, szczególnie na elektrykach, rura. Co robili użytkownicy hulajnóg? Rura. Zachowanie pieszych? Przede wszystkim zdziwienie, że rowerzysta zatrzymuje się przed przejściem. Po drugie, dość długa konfrontacja moich intencji. Po trzecie strach w oczach pieszych, przepraszanie, że przeszkodziło się w jeździe oraz „uwaga rower!”. Ogółem bajzel.

Gdańsk: Drogą rowerową do Gdańska wjeżdżamy przez Jelitkowo. Pętla tramwajowa, plażowicze, hulajnogiści, goście smażalni ryb. Ruch rowerowy wyraźnie oddzielony od pieszego. Przejścia dla pieszych oznakowane tylko zebrą. Dojazd do przejścia dla pieszych poprzedzony falującą nawierzchnią. I napisem: „ustąp pieszemu”. Z Brzeźna udałem się w stronę Europejskiego Centrum Solidarności i Muzeum II Wojny Światowej przez Letnicę. Szlak rowery jak skakanka, raz po prawej stronie, raz po lewej stronie, ale wygodny. Nic nadzwyczajnego, typowy polski urok podróżowania rowerem po polskich miastach.

Gdańsk, w przeciwieństwie do Warszawy, uznał, że zebra wystarczy do tego, aby uznać pierwszeństwo pieszego wchodzącego na przejście na drodze rowerowej bez znaku D6, na przejściu sugerowanym. Należy przy tym założyć, że Trójmiasto gości w okresie wakacyjnym Polaków z różnych stron kraju. I teraz na rower wsiadają tacy jak ja, naszpikowani zasadami ruchu drogowego, amatorzy, warszawiacy, krakowianie, wrocławianie i tubylcy, czyli gdynianie, sopocianie i gdańszczanie. Przyjeżdżają ze swoimi nawykami przywiezionymi z miejscowości zamieszkania i jeżdżą, jeden po warszawsku, drugi po krakowsku, trzeci po wrocławsku. Nawet w samym Trójmieście mamy trzy różne, choć zmierzające ku temu samemu, zasady oznakowania przejeść dla pieszych. Rozwiązania te mają jednak wspólny mianownik: uznają, że pieszy ma pierwszeństwo przed rowerzystą w rozumieniu obecnych przepisów ustawowych.

Tymczasem warszawski ZDM uznał, że „same wymalowane pasy nie mają żadnej mocy prawnej, dlatego odchodzi się od ich stosowania. Poprawne przejście dla pieszych przez drogę dla rowerów powinno też po obu stronach mieć znaki pionowe na sztycach. Oznakowywanie w tej sposób każdego przecięcia drogi rowerowej z chodnikiem to las znaków i chaos wizualny. Nakłada też na pieszych pewne obowiązki. Zgodnie z literą prawa nie powinno się przekraczać drogi poza przejściem dla pieszych”. Stołeczni drogowcy, nie tylko nie malują nowych pasów, ale zdzierają pozostałe oznakowania z nawierzchni dróg rowerowych. ZDM w Warszawie tworząc bądź odtwarzając układ rowerowy buduje przejścia sugerowane przez drogę rowerową. Przejście sugerowane nie wymusza konieczności zatrzymania się pojazdu, tu rowerzysty. Warszawscy rowerzyści dostali więc sygnał, że nikt im nie powinien przeszkadzać w podróży. Jadąc do takiego Trójmiasta mogą uznać tamtejszych drogowców za betonowych. Nie do końca jednak.

Dlaczego warszawski ZDM tak namiętnie stosuje przejścia sugerowane? Dlaczego trójmiejscy zarządcy dróg stosują przejścia zwykłe? Bo mogą. Zgodnie z rozdziałem 10.7 opracowania „Wzorce i standardy rekomendowane przez Ministra właściwego ds. transportu [WR-D-41-3 Wytyczne projektowania infrastruktury dla pieszych. Część 3: Projektowanie przejść dla pieszych]”:

(1) Przecięcia tras dla pieszych z drogami dla rowerów projektuje się w postaci przejść sugerowanych, przejść zwykłych lub przejść bezkolizyjnych.

(2) Przejście sugerowane zaleca się jako rozwiązanie standardowe.

(3) Przejścia bezkolizyjne projektuje się w przypadku bardzo dużego natężenia ruchu pieszych i rowerów oraz w przypadku korzystnych uwarunkowań terenowych.

(4) Przejście zwykłe, należy wyznaczać tylko w miejscach, w których krzyżują się duże potoki ruchu pieszego i rowerowego, a w szczególności na:

  1. a) skrzyżowaniach tras podstawowych z drogami dla rowerów,
  2. b) przedłużeniach tras dojść do przejść dla pieszych (w obszarach skrzyżowań),
  3. c) skrzyżowaniach tras dojść do budynków użyteczności publicznej.

Zgodnie z rozdziałem 11.4 tego samego opracowania za unijne pieniądze, przejście sugerowane przez drogę dla rowerów stosuje się w miejscach, gdzie ruch pieszych jest niewielki. Nie należy wyznaczać przejść sugerowanych przez drogi dla rowerów bezpośrednio przy wiatach przystankowych, reklamach, drzewach, krzewach i innych obiektach, które ograniczą widoczność pieszych i pieszym.

Należy zwrócić uwagę na jeszcze jeden zapis tego opracowania, że: Wzorce i standardy rekomendowane przez Ministra właściwego ds. transportu: 1) nie stanowią przepisów techniczno-budowlanych w rozumieniu ustawy – Prawo budowlane, 2) zgodnie z ustawą o drogach publicznych przeznaczone są do dobrowolnego stosowania, 3) nie zwalniają osób wykonujących samodzielne funkcje techniczne w budownictwie z odpowiedzialności zawodowej.

Polski zarządca drogi może zatem wytyczyć przejście dla pieszych albo tak albo tak albo tak albo w ogóle nie musi stosować tych wytycznych. A więc „wolnoć Tomku w swoim domku”. Czy rowerzysta ma zatem obowiązek ustąpić pierwszeństwa pieszemu na drodze rowerowej? W Gdyni tak, w Warszawie nie. Na podstawie tych samych przepisów.

IMG-8523

Warszawa

IMG-7900Gdynia

IMG-7777

Sopot

IMG-7904

Gdańsk

Proszę śledź i polub nas:
Shopping Cart
Scroll to Top