#love30

W poniedziałek, 16 maja, Światowy Tydzień Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego. Hasło tegorocznej edycji pokazuje, jak mentalnie daleko jesteśmy do świata zachodniego w ruchu drogowym.

Najbliższe cztery tygodnie  będzie obfitować w wydarzenia związane z ruchem drogowym, w Polsce i na Świecie. Inicjatywy międzynarodowe będą widoczne w naszym kraju, mimo pełzającej pandemii, quazi lockdownie:

  • 16 maja, ONZ uruchomi UN Global Road Safety Week, pod hasłem #love30
  • 20 maja, przypadkiem w trakcie Tygodnie BRD, wejdą przepisy dotyczące USR, UTO i hulajnóg elektrycznych
  • 1 czerwca, wejdą przepisy dotyczące pierwszeństwa pieszych
  • 3 czerwca, ONZ będzie celebrować UN World Bicycle Day, wskazują rower, jako alternatywny środek transportu i turystyki
  • 6 czerwca, FIA Foudation uruchomi, także w Polsce, kampanię „Podziel się drogą” namawiając kierowców i rowerzystów do wzajemnego szacunku.

Mając na uwadze Raport Eurostatu o bezpieczeństwie dróg Unii Europejskiej, mając w pamięci proces legislacyjny zmian w ustawie Prawo o ruchu drogowym, mając na względzie propozycję rządu a to co wyszło z Sejmu, skupię się na haśle tegorocznego #love30. Jest to bowiem bardzo wymowny przykład, gdzie jest Zachód, a gdzie jesteśmy my w temacie bezpieczeństwa dróg. Rząd chciał, aby pierwszeństwo miał pieszy idący, wchodzący i oczekujący. Sejm wywalił oczekujących. Rząd chciał, aby odbierać prawo jazdy za przekroczenie limitu prędkości poza obszarem zabudowanym o 50 km/h. Sejm zgodził się jedynie zrównać limit prędkości w dzień i w nocy. Tymczasem ONZ wzywa mieszkańców świata do wysyłania petycji i manifestów rządzącym w celu walki o obniżenie limitów prędkości  w centrach miast do 30 km/h. Argumentem za nieobieranie praw jazdy poza obszarem zabudowanym, gdzie umiera 70% wszystkich ofiar wypadków drogowych w Polce, było potencjalne zagrożenie na bytów gospodarstw domowych w chwili utraty prawa jazdy przez jedynego żywiciela rodziny. Sejmu nie interesowało, że ta sama rodzina może stracić tegoż żywiciela w wyniku wypadku wskutek nadmiernej prędkości i efekt będzie identyczny, tylko że na wieczność, a nie na 3 miesiące. Ten sam żywiciel mógłby utracić możliwość prowadzenia pojazdu nie wskutek zatrzymania prawa jazdy, ale wskutek śmierci na drodze lub powstałego kalectwa. Rząd szykuje się do promocji dopiero co uchwalonych z mozołem przepisów, a tu ONZ wzywa nas, abyśmy ten sam rząd naciskali, aby ten rozpoczął proces zmiany przed chwilą zmienionych przepisów dostosowując limit prędkości do 30 km/h w centrach miast.

Dlaczego na Zachodzie jest to możliwe? Oczywiście nie oznacza, że nowe zasady są wprowadzane nie bez oporu, a kierowcy przyjmują je z radością i entuzjazmem. Za zmianą przepisów ruchu drogowego, idą zmiany społeczne, prawa pracy. Zachód przestał się spieszyć. Wiedzą, ile czasu mają na pracę, ile czasu mają na dojazd do niej, wiedzą, ile czasu mają na dzieci i opiekę na nich. Wiedzą, że pracodawca zwolni ich na Jasełka przed czasem, że będą mieć więcej niż 15 minut na dojazd do przedszkola, jeśli tego przedszkola nie będzie przy zakładzie pracy. Wiedzą, że nikt im nie zleci jazdy z Warszawy do Poznania w 2 godziny. Klient również wie, że zamówienia składa się z wyprzedzeniem, aby można było zamówić transport, który dostarczy towar na czas. Oczywiście, że jest to idealizowanie Zachodu, bo gdyby było wszystko super, nie powstawałyby nowe kampanie i inicjatyw na rzecz bezpiecznych dróg.

Dawno nie byłem tak rozbity, jak wytłumaczyć społeczeństwu, które toleruje jazdę szybszą w obszarze zabudowanym o 20 km/h, aby jeździło 30 km/h. Jak namówić, aby społeczeństwo zwolniło o całe 40 km/h? Taka jest różnica pomiędzy prędkością, z która jeździ się w Polsce a prędkością, do której namawia ONZ.

Proszę śledź i polub nas:
Shopping Cart
Scroll to Top